Dotychczas w ciszy skupialiśmy nasze zaniedbania i troski,
Wspaniałości nigdy nie brakło, dla mnie był to żywot boski!
Kocham Cię, kochać chcę na wieki, po życia mego kres.
Słowa Twe pierwsze na pamięć znam, jak do Ojca pacierz,
Zapamiętać chcę wszystko, choćby nawet szare miało być,
W Twym sercu kąt sobie znaleźć i serce moje w nim zostawić.
Dziś zakrwawione me ręce do Ciebie Martusiu wznoszę,
Przyjmij z nich mą duszę, niech nie marznie na mrozie.
Przyjmij, błagam, niech nie ginie z tęsknoty morderczej,
Pokoloruj ją barwami ciepłymi, wyzwól z szarości bolesnej.
Dziś cisza zamilkła, rozległ się hałas.
Kolory znów w szarość się obróciły.
Wierzę w istnienie słów o nas, dla nas…
Oby słowa z przeszłości do naszych serc wróciły,
Dając nam w szczęściu i miłości przeżyć dłuższy czas.
Oby nasze dłonie już więcej w hałasie nie zbłądziły.