Kategorie wpisu: Urszula Ciszewska
październikowe popołudnie
a w parku zmierzcha
jesień niemiłosiernie
nokautuje resztki lata
tylko ławka jakby ta sama
w niemym przytuleniu
w cichym poszumie liści
zawieszamy wspomnienia
feromony, przyjaciele sprzed lat
mocnym uściskiem
cztery dłonie w wianek splatają
- bezgłośne pocałunki
dziękują za lata minione
- ogniki w oczach wymownie dopowiadają resztę…
- opodal, na ławeczce
żywy obraz
swawolnej, dzikiej namiętności
to młodość opleciona bujnym warkoczem
częstuje rozkoszą - bezwstydnie
sprzedając intymność…
- na niebie skwapliwie
przedziera się płomyk
chmurna gondola
utuli go do snu
- miarowe tykanie zegara
odmierza nam czas…
- pójdźmy!
- z nowym dniem
powolnymi krokami
pospacerujmy w nieznane nam jutro
oby do następnych jesieni…
Trackback | RSS dla komentarzy